O mnie
Cześć, jeśli zastanawia Cię kim jestem, to już odpowiadam!
Z wykształcenia jestem inżynierem energetyki (energetyka prosumencka, Politechnika Śląska 2013-2017), stąd korepetycje z elektrotechniki. Z zawodu i pasji jestem matematykiem-dydaktykiem. Uczę od roku 2014, kiedy byłem jeszcze na początku studiów. Karierę w przemyśle/korpo odpuściłem jak tylko odebrałem dyplom z uczelni, ponieważ widziałem swoje powołanie w nauczaniu matematyki.
Moją misją jest nauczenie i zaszczepienie bakcyla do matmy każdemu, kto tylko jest chętny do pracy. Bez znaczenia jest czy chcesz tylko zdać klasę, iść na konkurs, czy jesteś w klasie 8 czy studiujesz na politechnice. A jeżeli bakcyla nie zaszczepię, to przynajmniej pokażę Ci, że matematyka jest istotna nawet przy montażu kuchni (serio, gość który montował mi kuchnię nie pomyślał, a ja dzięki temu mam materiał na zajęcia). Dam Ci niezbędne tipy i narzędzia, żeby proces nauki był jak najmniej bolesny ;).
Zajęcia u mnie są luźne, z uczniami jestem na “ty” i traktuję ich jak młodsze rodzeństwo. Jednak generalnie to jest ciężka harówa, śmieszkowanie zostaje na TikToku. U mnie na zajęciach możesz ściągać i spisywać z Internetu (nie musisz znać nawet tabliczki mnożenia, sam nigdy nie pamiętam ile to 7*8). Ale też nie usłyszysz pytania: oblicz to i tamto. Za to usłyszysz: dlaczego, skąd to się wzięło, czemu skorzystał_ś z tego a nie z tamtego itp. Nie będziesz znać odpowiedzi, albo się pomylisz? To dobrze, w większości życie to pasmo porażek, dlatego uczymy się brać je na klatę i wyciągać z nich wnioski.
Prywatnie lubię aktywności z psem, gry RPG i grilla nad wodą w towarzystwie schłodzonego trunku. A no i memy. Memy to miłość, memy to życie. A jak nie mam co robić to otwieram książkę z matmy (booring!) żeby nauczyć się kolejnego rodzaju całek, żeby móc potem nauczyć tego np. Ciebie!
P.S.
Pamiętaj jednak, że matmy uczy się tak jak przygotowuje się do maratonu – długo i regularnie. Pewien profesor na mojej uczelni powiedział kiedyś “nauka na tydzień przed egzaminem jest jak leczenie sraczki za pomocą papieru toaletowego”. Brutalne, ale prawdziwe.